Dlaczego pozycja ta nie jest rekomendowana na pierwszych zajęciach, pierwszego roku studiów na kierunkach technicznych? Pytam głośno i z oburzeniem - dlaczego?! Czyżby fakt, że we wstępie Poradnik adresowany jest do techników, a nie inżynierów, godzi w profesorskie ego? Przecież te dwa niebieskie tomy to skarbnica wiedzy inżynierskiej jest!
Artykulik może być odrobinę nieczytelny, ze względu na zachwyt publikacją, graniczący niemalże z euforią.
Kilka słów o samej książce: Mały Poradnik Mechanika, wydawany przez Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, to kompendium wiedzy z praktycznie wszystkich dziedzin nauki, którymi zajmują się studenci wydziałów uczelni wyższych, mających mechanikę i/lub technologię w nazwach. Mechanika, wytrzymałość materiałów, konstruowanie maszyn, w tym dobór elementów normowanych, materiałoznawstwo, maszynoznawstwo... Do tego obszerne tablice matematyczne, fizyczne i chemiczne, uzupełnione dużą ilością często wykorzystywanych w obliczeniach wzorów...
Od dłuższego czasu wiedziałem o istnieniu MPM, ale nikt, nigdy nie przedstawił mi całej zawartości tej publikacji, a szkoda. Gdybym zaopatrzył się w to niebieskie cudo na pierwszym roku, żaden projekt z Podstaw Konstrukcji Maszyn nie byłby mi straszny, a kolokwia z Mechaniki wywoływałyby jedynie uśmiech politowania. Właśnie stąd bierze się wielka (moim skromnym zdaniem) wartość tej pozycji - znaleźć można w niej prawie wszystko, co może się przydać na studiach technicznych.
Dobrze, że przynajmniej teraz, na początku studiów magisterskich, przyszło mi do głowy kupno Poradnika. Rozdział poświęcony dynamice, zarówno w ujęciu ogólnym, jak i ten zawierający zagadnienia z dynamiki maszyn, wraz z notatkami z poprzednich lat, wydają się być idealnym materiałem do przypomnienia sobie tej dziedziny mechaniki przed poważniejszymi przedmiotami, które serwuje drugi stopień. Poza tym specjalizacja - Mechatroniczne Układy Jezdne i Napędowe - pewnie skończy się pracą dyplomową przynajmniej związaną z dynamiką mechanizmów, konstruowaniem maszyn czy wytrzymałością materiałów, jeśli nie będzie w całości polegała na skonstruowaniu jakiegoś układu. Czas pokaże.
Wracając do tezy z pierwszego akapitu - na prawdę, nie potrafię znaleźć innego uzasadnienia dla faktu, że żaden wykładowca, ani ćwiczeniowiec, nie polecił nam Małego Poradnika Mechanika. Przecież tam jest wszystko, dosłownie wszystko, co mogłoby być potrzebne w realizacji projektów, robionych przez studentów na zaliczenie przedmiotów rodzaju Podstaw Konstrukcji Maszyn - od materiałów inżynierskich, przez obliczenia wytrzymałościowe, do doboru łożysk. Z drugiej strony - możliwe, że akurat spałem, a za takie rzeczy z czasem się płaci.
Podsumowując krótko - jeśli twoja uczelnia nazywa się Politechnika Śląska, a na budynku wydziału ktoś napisał Mechaniczny Technologiczny, jak najszybciej zdobądź Mały Poradnik Mechanika, nie pożałujesz.
P.S. Podobno wydawnictwo WNT dogorywa, tak przynajmniej twierdziła miła pani z księgarni na Wyszyńskiego w Gliwicach, która pomagała mi szukać Poradnika, niestety bezowocnie (skończyło się zamówieniem na Alledrogo). Wydawnictwo tak stare i o tak bogatym katalogu publikacji... Szkoda by było.
Nie ma to jak łańcuszek, żeby reaktywować bloga po kilku miesiącach braku aktywności. Wpis względnie późno, nadrabiam zaległości w czytaniu feeda z głównej.
No, to do sedna:
- Złap najbliższą książkę.
- Otwórz ją na 123 stronie.
- Znajdź piąte zdanie.
- Obublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
- Nie szukaj najfajniejszej książki, jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.
"Następnie obedrze żertwę se skóry i podzieli ją na części." Biblia Tysiąclecia, wydanie 5. Kpł 1,6.
"Summer Time observed in Spanish Morocco, not in French. Franco soldiers at the stations dressed almost exactly like those of the Spanish Government. Luggage searched on train, but very carelessly, by typical Spanish official. Another official entered and impounded all French newspapers, even those favourable to Franco. French travellers very much amused by this and ditto the official, who evidently realized the absurdity of it."
Za: Orwell Diaries, http://orwelldiaries.wordpress.com/
Jak w dobie powszechnego internetu, łatwego dostępu do informacji i milionów blogów opublikować pamiętniki sprzed siedemdziesięciu lat? Do tego tak, by dotarły do szerokiej rzeszy odbiorców, najlepiej takich, którzy wcześniej autorem się nie interesowali? Wrzucić na bloga!
The Orwell Prize, organizacja przyznająca najlepszym brytyjskim publicystom politycznym nagrodę o tej właśnie nazwie, oddała w ręce internautów dzienniki George'a Orwella, siedemdziesiąt lat po ich powstaniu. Od dziewiątego sierpnia, na blogu Orwell Diaries opiekunowie strony umieszczają kolejne wpisy Orwella, według daty ich napisania siedemdziesiąt lat temu, w dokładnie takiej formie, w jakiej one powstały. Oznacza to między innymi literówki (odpowiednio oznaczone), oraz umieszczanie rysunków towarzyszących wpisom autora, wplecionych w tekst.
Orwell pisze o wszystkim. Pierwsze wpisy, z już zamieszczonych, traktują o życiu wiejskiej Anglii. Można w nich przeczytać o pogodzie, ilości zniesionych przez kury jaj, o wężu, którego Orwellowi udało się złapać. Następnie autor wybiera się w podróż do Afryki. W swoich zapiskach Orwell zawarł bardzo dokładne opisy statku, jego załogi i pasażerów, praktycznie oprowadzając czytelnika po okręcie.
W kolejnych wpisach Orwell przedstawia odwiedzane przez siebie miejsca, komentuje napotkane sytuacje. Do dnia dzisiejszego (siedemdziesiąt lat temu, oczywiście), zobaczył Gibraltar, Tanger, Marrakesz, dokładnie opisując wszystko, co zobaczył, w tym dostępność i ceny produktów spożywczych, obecność wojsk, zwyczaje mieszkańców, panujące nastroje, dając czytelnikowi kompletny obraz każdego kolejnego miasta, co czyni jego dziennik wciągającą lekturą.
W niedługim czasie zaczną pojawiać się poważniejsze komentarze, opisujące świat u progu wojny oraz sam konflikt. Orwell nie byłby pisarzem politycznym, gdyby nie napisał słowa komentarza na tematy z wojną związane w swoich dziennikach. Muszę przyznać, że niecierpliwie czekam na te wpisy.
Poza tym, że George Orwell publikuje na WordPressie, ma także konto Twittera, oraz zaznacza kolejne punkty swojej podróży na mapie, a jego fani tłumaczą wpisy autora. Można więc spokojnie powiedzieć, że The Orwell Prize zrobiła z pisarza bardzo sprawnego użytkownika internetu, a cała idea publikowania jego dziennika nabrała dzięki temu atrakcyjności.
Orwell Diaries to zdecydowanie jeden z najlepszych anglojęzycznych blogów, jakie znam. Nie pozostaje mi nic innego, niż zasugerować wam wszystkim dodanie Orwellowego bloga (Atom, RSS) do czytnika i śledzenie go bieżąco.
Właśnie skończyła się druga część wywiadu z Jackiem Dukajem, w Radiu Kraków, w magazynie Tam i z powrotem. Miała ona trochę inny charakter, zdradzała też parę elementów konstrukcji fabuły, na szczęście nie tyle, by zniechęcić czytelnika. Te kilka kąsków jest raczej ciekawą przynętą.
Część pierwsza wywiadu.
Tematem dyskusji była przede wszystkim postać Nikoli Tesli, który okazuje się być jednym z bohaterów Lodu i towarzyszem Gierosławskiego, bohatera głównego. Dukaj (chwała mu za to) nie tyle mówi o zaangażowaniu Tesli w rozwój fabuły, co przedstawia go jako ciekawą postać historyczną, wręcz idealną do "zastosowania" w Lodzie.
Drugim zagadnieniem, które porusza pisarz, jest element tła historycznego powieści, środowisko sybirackie, które przedstawia on w dość zaskakujący, dla zwykłego zjadacza chleba i czytelnika podręczników historii, sposób.
O mowie, wiedzy i innych przymiotach Dukaja napisałem już poprzednio, dlatego też dziś nie mam już nad czym się zachwycać, czy też czego besztać. Mogę jedynie polecić ten wywiad, jak i dzieła Jacka Dukaja. Z Lodem zapoznam się, mam nadzieję, względnie szybko. W najbliższym czasie zaś postaram się zrecenzować kilka poprzednich dzieł pisarza.
Wszyscy chcący ponownie, czy też po raz pierwszy, posłuchać wywiadu, znajdą nagrane przeze mnie obie części tu: birdsong.pl/audio/dukaj/.
Dziś, o 22:40 w Radiu Kraków, w ramach audycji Tam i z powrotem, będącej częścią magazynu To się czyta, wyemitowana została pierwsza część wywiadu z Jackiem Dukajem, polskim pisarzem literatury fantastycznej. Pretekstem do przeprowadzenia wywiadu była nadchodząca premiera nowej książki Dukaja, zatytułowanej Lód. Rozmowa otarła się także o pisarską "gigantomanię" Dukaja, swoistą niechęć polskich literatów do pisania długich powieści i parę innych tematów.
Pierwszą rzeczą, która wręcz uderza słuchacza, jest wymowa, sposób wysławiania się Dukaja. Pisarz, przynajmniej moim zdaniem, nie sprawia wrażenia samozwańczej "gwiazdy", nawet nie stara się udawać sztywnego erudyty, arcypoważnego Pana Autora. Wyraźnie słychać, kiedy mówi o sprawach, które go rozbawiły, zdziwiły bądź wyjątkowo zainteresowały.
Bardzo ciekawie przedstawia genezę Lodu, wyrzuca wręcz z siebie nazwiska, tytuły, zagadnienia, które sprawiły, że powieść ta stała się właśnie taka. Co ważne - nie traci wątku i udowadnia, że tematy, które porusza, poznał przynajmniej na poziomie wystarczającym do zrozumienia ich istoty i podzielenia się tą wiedzą z czytelnikiem, praktycznie bez zagłębiania się w fabułę utworu, co wyjątkowo mnie cieszy - pisarz, który sam wyjawia wątki swojej powieści, w moim mniemaniu byłby wyjątkowo komiczny.
Dukajowi udaje się "zareklamować" swoje dzieło, bez psucia potencjalnemu czytelnikowi przyjemności z odkrywania treści. W moim mniemaniu - Lód zapowiada się bardzo dobrze.
Przepraszam, czy ja właśnie zrecenzowałem wywiad? Czy może starałemm się udowodnić, że Dukaj Wielkim Pisarzem Jest?
Jedyne, co tak naprawdę chciałem powiedzieć - tego wywiadu warto posłuchać!
Za tydzień, 6. grudnia, wyemitowana zostanie druga część wywiadu. Ją także postaram się "zrecenzować".
Osoby, które wywiad przeoczyły, albo po przeczytaniu tego tekstu chciałyby go posłuchać, proszę o kontakt. znajdą go tutaj: birdsong.pl/audio/dukaj/. Niech się dzieje co chce, transferu mam od groma. Chyba, całkiem przypadkiem... nagrywałem...
Jeśli Radio Kraków uważa, że zamieszczenie nagrania audycji w internecie w jakikolwiek sposób kłóci się z interesem Radia - proszę mnie powiadomić, usunę.