Jak dać się wykorzystać pracodawcy
Pieniądze czasem leżą na ulicy, czekając, aż ktoś się po nie schyli. W większości przypadków jednak, młody człowiek zmuszony jest znaleźć sobie jakieś dochodowe zajęcie, żeby kupić nowy dysk twardy, zapłacić za wyjazd w góry, albo mieć za co imprezować.
Jeśli nasz hipotetyczny młody człowiek studiuje na jakiejś uczelni technicznej, starającej się utrzymywać aktywne kontakty z przemysłem, jest szansa, że właśnie w jednej z takich firm uda mu się "dorwać" małe zlecenie, za które będzie tak wdzięczny opatrzności (lub jakiemuś profesorowi), że zapomni o instynkcie samozachowawczym i wpadnie po uszy w jakąś nieprzyjemną substancję.
Nasz człowieczek potrzebuje pieniędzy, szuka więc możliwości zarobienia tychże. Pamięta, że jakiś czas temu wykonywał na zlecenie mało absorbującą intelektualnie pracę u Pewnego Pracodawcy, z której mimo wszystko był zadowolony. Teraz ma już tytuł zawodowy, więc liczy na to, że Pracodawca znów mu coś zleci, tym razem jednak będzie to zgodne z wykształceniem.
Pyta człowiek, szuka, dowiaduje się - aż znajduje! Kolejne zlecenie u Pracodawcy dla studencików wszelakich się szykuje, trzeba tylko zadzwonić, porozmawiać, załatwić i praca będzie, pieniądz będzie!
Komu Matko dzisiaj wierzyć?
Nasz młody człowiek już tu pracował, ludzi pamięta, ludzie pamiętają jego. Rozmawia z Pracodawcą, dowiaduje się, co miałby wykonać, jak, z kim i kiedy.
Warunki Pracodawca ma, wydawałoby się, jasne i nieszkodliwe - kilka osób pracujących przy jednym projekcie, więc rozliczy się je (czyli was, znaczy się, nas, znaczy się - młodego człowieka i innych, jemu podobnych) jako zespół. Rozdzieli się pracę, zgada na spotkanie i podpisze umowę za tydzień albo dwa. Uczciwie i przejrzyście!
Na tym etapie powinny się młodemu człowiekowi włączyć dwie lampki ostrzegawcze - Odpowiedzialność Zbiorowa i Umowa Po Jakimś Czasie, ale przecież ostatnio, gdy tu pracował, nikt go nie wykorzystał w żaden sposób, więc ufa w dobrą wolę Pracodawcy.
"Szanuj sobie pracę"
Mija kilka tygodni, wypełnionych cyklami opieprzania się i intensywnej pracy na dzień przed terminem oddania wyników, nic nadzwyczajnego. Umowy jeszcze nie ma, ale nie warto popędzać Szefa, bo to taka fajna praca jest, a może uda się za jakiś czas na etat załapać, kto wie? Po co sobie na starcie Pracodawcę zrażać do siebie... Przecież Szef ciągle zajęty, na delegacje jeździ, ważnymi sprawami się zajmuje.
Nagle, nie wiadomo jak i kiedy, praca została zrobiona, pliki pozapisywane, materiały przesłane. Niestety, nie przez wszystkich - ktoś zalega z pracą, więc Pracodawca, zgodnie z zapowiedzią, traktuje zespół jak jedność. Skoro jeden nie oddał, to wszyscy nie dostali i rozliczyć się z młodymi ludźmi nie ma zamiaru, a umowę też podpisze dopiero, gdy dzieło oddane będzie.
W tym momencie do lampek Odpowiedzialność Zbiorowa i Umowa Po Jakimś Czasie dochodzi kolejna - Ktoś Mnie Tutaj Dyma, ale chyba wadliwa trochę, bo nie daje zbyt dużo światła. Może potrzebuje większego napięcia?
Szef ma zawsze czas...
...ale nie w pozytywnym sensie. Nie ma on czasu dla młodego człowieka, żeby podpisać z nim umowę - w końcu i tak zbiorowo miało być, więc po co? Nie ma też czasu, ni chęci, zebrać wszystkich młodych ludzi, bo jeszcze nie oddali wszystkiego. Jaki to zatem czas Szef ma? Taki przed sobą - wszystko może zrobić później, tyle tego czasu ma.
Minęło kilka miesięcy od ostatniego wysłanego maila z gotowym zadaniem, a pieniędzy jak nie widać, tak nie widać, nie wspominając o słyszeniu, czy tam innym wąchaniu. Od jednego z zaprzyjaźnionych pracowników Pracodawcy, dowiaduje się nasz młody człowiek, że w sumie to już jakiś czas temu nawet ostatni leń "zespołu" (który nadal nie zebrał się w jednym pomieszczeniu) swoją robotę odesłał, a teraz po prostu brakuje osoby, która by się temu wszystkiemu przyjrzała i oceniła. Tego się nasz młody człowiek jednak nie spodziewał...
Lampki migają jak szalone, pieniędzy potrzeba coraz bardziej, a szansa na szybkie ich otrzymanie coraz mniejsza. Młody człowiek już wie, że dał się wykorzystać, że powinien był już na początku kwestionować zasady, które narzucał Pracodawca. Teraz jednak już niewiele z tym może zrobić - już przecież zgodził się na wszystko, więc w najlepszym wypadku Szef zaśmieje mu się w twarz.
Dzwoni nasz człowieczek do biura Szefa i otrzymuje gwarancję rozwiązania sprawy do końca tygodnia. Dzięki nowym doświadczeniom szybko weryfikuje tę obietnicę i nastawia się na miesiąc oczekiwania. Skoro tak długo Pracodawca zwlekał i olewał, to dlaczego nagle miałby przyspieszyć działania? Zaznacza jednak ostatni dzień przyszłego tygodnia w swoim kalendarzu - na pewno zadzwoni, bo na telefon od Szefa nie ma co liczyć. Może w końcu zbierze się w sobie i dobitnie wyrazi swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji? Pewnie nie.
Podsumowanie
Kilka zasad, którymi powinieneś się kierować, żeby zapewnić pracodawcy jak najłatwiejsze wykorzystanie twojej naiwności:
- szanuj pracę bardziej, niż szanujesz siebie i swój czas,
- zgadzaj się na wszystkie warunki bez mrugnięcia okiem,
- nie nalegaj za bardzo na jak najszybsze podpisanie umowy,
- bądź zawsze miły i układny w kontaktach z Szefem.
Stosowanie w praktyce powyższych punktów pomoże ci zdobyć tytuł najmilszego pracownika, przy jednoczesnym zupełnym braku pieniędzy i bolącym od wydymania tyłku.
Z tego miejsca zwracam się do pana, szefie - mogę liczyć na przelew za tę październikową robotę przed Nowym Rokiem? Byłbym zobowiązany.

