Na blogu Kacpra przeczytałem dziś krótki wpis o muzycznej wyszukiwarce/radiu internetowym, z dość bogatą biblioteką utworów - Grooveshark.
Szybko zapoznałem się z programem, wyszukałem paru wykonawców, kilka gatunków muzycznych i doznałem lekkiego szoku - tyle komercyjnej muzyki, za darmo? Może jeszcze z poszanowaniem praw autorskich? Tak, jasne... Okazuje się, że słuchanie muzyki w sieci za darmo, bez ograniczeń i legalnie to sytuacja całkiem prawdopodobna.
Jak można przeczytać na Wikipedii, właściciele, Escape Media Group, podpisali umowę licencyjną z EMI (artykuł w Wired), a w ciągu nadchodzącego półrocza mają zamiar podpisać kolejne, z pozostałymi wytwórniami Wielkiej Czwórki - Warnerem, Universal i Sony. Na razie panowie bawią się w kotka i myszkę z właścicielami praw majątkowych do utworów, pozwalając użytkownikom na upload czego tylko dusza zapragnie, następnie usuwając pliki, gdy wystąpi o to stosowny podmiot. Wszystko zgodnie z DMCA, ale jednak, jak mi się wydaje, odrobinkę na granicy prawa.
Mimo to wydaje mi się, że skoro udało się EMG zamienić pozew EMI na licencję, możemy liczyć na kolejne umowy i mniej podatną na prawnicze ataki formę działalności. Przy okazji mam nadzieję na lekką odwilż w stosunkach między wytwórniami płytowymi a wrednymi piratami użytkownikami internetu - wydaje się, że producenci zaczynają zauważać możliwości sieci, jeśli chodzi o promocję i dystrybucję materiałów.
Największym plusem serwisu jest to, że w przeciwieństwie do Last.fm czy Pandory, można korzystać z niego w pełni i za darmo także w Polsce, a nie tylko na terenie USA czy UK.
Jeszcze jedno - czy zdarza się wam na imprezach "domówkach", że ktoś chce koniecznie puścić wam jakiś utwór i próbuje znaleźć go na YouTube, przebierając w nagraniach niskiej jakości, amatorskich teledyskach i martwych filmach? Koniec z tym, teraz czas na Groovesharka, przynajmniej na "moich" imprezach.
Pewnie zaraz okaże się, że jestem strasznie do tyłu z nowinkami internetowymi i że Grooveshark znany jest wszystkim od dawna.
Zgodnie z Pierwszą Zasadą Blogowania ("Masz zastój, zmień szablon!"), planuję trochę przerobić wygląd tego bloga - przede wszystkim powywalać boksy informacyjne obok wpisów i komentarzy, bo irytować mnie zaczęły.
Poza tym mam ochotę w jakiś tam sposób zintegrować (he he he) layout z moją jeszcze-nie-zrobioną stroną. Prawdopodobnie wrzucę w tło u góry łepetynę wrubla, a na obu stronach dorobię linki w formie zakładek - zawsze modne!
Przy formularzu komentarzy dodam też jakiś disclaimer i prośbę do adminów, żeby mimo wszystko pozwolili mi samemu zdecydować, czy dany komentarz chcę zostawić, czy też nie. Jeśli ktoś postanowi zrobić sobie u mnie trollfest i uznam, że potrzebuję pomocy, to na pewno się odezwę.
Nie, nie trolluję teraz. Dobrze rozumiem, że Jogger to prywatna platforma i staff ma prawo robić, co mu się tylko spodoba i szanuję to. Dlatego też mam nadzieję, że staff uszanuje moją prośbę, w ramach dwustronnego, wzajemnego szanowania się.
Nigdy oficjalnie nie ogłosiłem zawieszenia działalności, ale po liczbach w Archiwum widać, jak ta działalność w ostatnich miesiącach wyglądała.
Dlatego też pragnę radośnie, wszem i wobec ogłosić mój powrót do pisania na łamach tego dziennika internetowego. [APLAUZ]
Nadal studiuję, obecnie na siódmym semestrze, piszę pracę inżynierską. Wybrałem (szczęśliwie, bądź też nieszczęśliwie) temat: "Edytor graficzny sieci przekonań", co może wydawać się dość dziwne, jeśli spojrzeć na to, że nie studiuję na wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki, a na Mechanicznym Technologicznym. Trochę lepiej moja decyzja wypada w kontekście kierunku - Automatyka i Robotyka - gdzie widać już co najmniej luźny związek.
W związku ze studiami i dyplomem, odbywam praktyki inżynierskie. Dzięki wybraniu takiego tematu, doświadczenie w ramach praktyk zdobywam na "mojej" katedrze, jako jeden z administratorów systemu zarządzania cudzą pracą, opartego o dotProject. Głównie grzebię w uprawnieniach użytkowników i zbieram cięgi za to, że któryś z doktorów nie jest w stanie zrobić czegoś, co bardzo zrobić by chciał.
Poza tym planuję zagospodarować moją domenę. nie mam czasu ni chęci pisać czegoś wielkiego i zapadającego w pamięć na długie lata, więc pewnie skończy się na wizytówce i wyświetlaniu fragmentu ostatniego wpisu na blogu i statusu z blipa. Wróciłem też (kolejny raz zresztą, tak właśnie wyglądają moje pasje - rozstania i powroty) do oglądania anime. Mam nadzieję, że uda mi się w końcu coś na temat obejrzanych serii wystukać.
W drodze także artykuły związane z moją pracą dyplomową i praktykami.
Poza tym odświeżę odrobinę wygląd blogaska. Niedługo doczeka się porządnego nagłówka i obiecanego kiedyś wyświetlania statusu z blipa.
Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć przynajmniej parunastu czytelników, tak, jak to wyglądało przed ostatnią przerwą.
Do przeczytania!
Nie ma to jak łańcuszek, żeby reaktywować bloga po kilku miesiącach braku aktywności. Wpis względnie późno, nadrabiam zaległości w czytaniu feeda z głównej.
No, to do sedna:
- Złap najbliższą książkę.
- Otwórz ją na 123 stronie.
- Znajdź piąte zdanie.
- Obublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
- Nie szukaj najfajniejszej książki, jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.
"Następnie obedrze żertwę se skóry i podzieli ją na części." Biblia Tysiąclecia, wydanie 5. Kpł 1,6.