Juwenalia a transport publiczny

wpis dodany o godzinie 01:54, 25 maja 2009
poziom: 0, kategorie: rant
4 komentarze, trackback

Minął już tydzień od Igrów, juwenaliów gliwickich uczelni, przede wszystkim zaś Politechniki Śląskiej. Zabawa szampańska, trzy dni dochodziłem do siebie. Umówmy się, że to dlatego tak późno piszę. Piszę zaś o transporcie. No to narzekam sobie na transport.

Dlaczego akurat transport? Ponieważ wszystko inne trzymało poziom. Mimo zmienionego w tym roku położenia sceny, mimo utrudnień w kupowaniu napojów (hehehe) i posiłków - było świetnie, jak to na Igrach. Darmowy transport jednak kulał jak diabli.

Tak, jak rok temu (na pewno), a może i na jeszcze wcześniejsze Igry (nie mam pojęcia), ulubiona firma wszystkich Ślązaków, to jest KZK GOP, oddelegowała kierowcę, wraz z autobusem. Misja - przewożenie studentów z okolic miasteczka akademickiego na teren lotniska gliwickiego aeroklubu, gdzie odbywały się juwenalia.

Problem w tym, drodzy moi, że geniusze logistyki z wcześniej wymienionej firmy uznały, że idealnym przystankiem początkowym dla autobusu linii IGRY, będzie przystanek Gliwice Kopalnia I, który znajduje się nie w centrum, nawet nie w okolicy akademików, ale w miejscu graniczącym z zadupiem.

Jednak jak mówi staropolskie przysłowie, "darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda". Autobus jest, to i dobrze. Przejść się na przystanek można, bo mimo wszystko bliżej, niż na lotnisko. O, przepraszam, pomyłka. Linia jest. Gdy przyszedłem z moją towarzyszką w piątek na przystanek, autobusu nikt od godziny nie widział. Przeczekaliśmy dwa zaplanowane kursy i zdecydowaliśmy się na spacer.

Mieliśmy odrobinę więcej szczęścia później, gdy wracaliśmy na chwilę do Centrum Dowodzenia, ażeby posilić się i odpocząć. Tutaj spotkała nas niespodzianka - pan kierowca pojechał zupełnie inną trasą i wysadził nas na przystanku, obok którego normalnie nawet nie przejeżdża. Nasz zysk, mieliśmy bliżej. Miło nam nawet było, że trasę zmieniono.

Gdy jednak postanowiliśmy kontynuować igrową zabawę i poszliśmy na przystanek, na którym nas wysadzono, okazało się, że szanowny pan kierowca jeździ znów wcześniej zaplanowaną trasą i za nic ma nasze machanie rękami i błagalny wzrok, za co poczęstowany został Międzynarodowym Znakiem Jedności i Braterstwa. W końcu należy mu się nasza wdzięczność za ten nieplanowany, nocny spacer.

Po tym przydługim, w zasadzie, wstępie, chciałbym zadać pytań parę - czy to jest cholera jasna normalne, że kierowca robi sobie, co chce? Jeździ, kiedy mu się podoba i gdzie mu się podoba? Czy podobne sytuacje zdarzały się na innych śląskich juwenaliach? Co z przewoźnikami z innych części kraju?

Ja wiem, usługa za darmo, wiele wymagać nie można. Sam zawsze ludziom to powtarzam. Mimo to, do kurew nędz niezliczonych, jak już się podjęli, to mieli się rozkładu jazdy trzymać.

Taa, studenciki. Juwenalia. Szczajmy na nich, niech piechotą łażą.


komentarze:
ours
komentarz dodany o godzinie 13:00, dnia 25 maja 2009

I dlatego zawsze w igry chodzę na piechotę z akademika. Aż tak daleko nie ma, w drodze do można się napić, a w drodze z można przetrzeźwieć :)

dobeer
komentarz dodany o godzinie 12:35, dnia 07 czerwca 2009

Powiem tylko, że i tak masz szczęście, że studiujesz w mieście z jakimiś tam tradycjami akademickimi i masz przynajmniej juwenalia.

A nie wiem, czy słyszałeś, czy nie, ale w Bielsku była raz taka akcja. Kierowca autobusu miejskiego, który miał wieźć ludzi z BB do Czechowic, na któryms rondzie zrobił sobie rundkę dookoła, a następnie zjechał z ronda i pojechał w przeciwnym kierunku. W centrum Bielska, nie mam pojęcia którędy, wjechał na rynek za zamkiem (plac ZWM) i tam dopiero wypuścił spanikowanych pasażerów. Jak się okazało, koleś był na lekkim gazie, a kiedy pasażerowie, już wysiadając zaczęli się odgrażać, że zgłoszą to gdzie trzeba, koleś odparł „że on to pierdoli, bo jutro jedzie do Irlandii” :)

bounty_hunter
komentarz dodany o godzinie 13:59, dnia 07 czerwca 2009

Wiesz, dobeer, z tym autobusiarzem to jest tak, jak z maluchem na rondzie w Opolu ;) Podobna akcja, według świadków z taką samą puentą padającą z ust kierowcy, miała miejsce w Gliwicach, z tym, że ktoś to fotografował i zdjęcia wylądowały w sieci – autobus linii niepamiętamjakiej, oparty bokiem o fontannę na gliwickim rynku :)

dobeer
komentarz dodany o godzinie 12:06, dnia 08 czerwca 2009

o wersji opolskiej i gliwickiej nie słyszałem. Ale ta bielska, była opisana w jakiejś gazecie, próbowałem znaleźć artykuł w sieci, ale jakoś się nie udaje. Całe zdarzenie miało miejsce tuż po moim wyjeździe do Irlandii (marzec 2007) i kumpel mi podesłał linka do artykułu, jako ciekawostkę.



podpis:
WWW:
kod:
 antyspam
treść: