Za modą - słowa kluczowe z wyszukiwarek:
- darmowy deck startowy mtg
- magic the gathering za darmo
- pinky i mózg projekty
- talia mtg za darmo
- "napierdalać projekty"
- 30 mtg za darmo
- archiwum norm autorskich
- biblioteka główna normy przepisać
- crysis - kod na niewidzialnosc dluzsza
- darmowa talia mtg link aktywacyjny
Po tym też bloga studenta, oraz nadchodzącą sesję, poznacie.
Dziwię się w sumie, że ten Magic tak długo, tak wysoko na google'u siedzi. Z norm jestem zaś po prostu dumny.
Pinky i Mózg radują mnie, w pewien dziwny sposób. W związku z ogólnym, masowym napierdalaniem projektów przez studentów, liczę na wzrost liczby odwiedzin.
Minął już tydzień od Igrów, juwenaliów gliwickich uczelni, przede wszystkim zaś Politechniki Śląskiej. Zabawa szampańska, trzy dni dochodziłem do siebie. Umówmy się, że to dlatego tak późno piszę. Piszę zaś o transporcie. No to narzekam sobie na transport.
Dlaczego akurat transport? Ponieważ wszystko inne trzymało poziom. Mimo zmienionego w tym roku położenia sceny, mimo utrudnień w kupowaniu napojów (hehehe) i posiłków - było świetnie, jak to na Igrach. Darmowy transport jednak kulał jak diabli.
Tak, jak rok temu (na pewno), a może i na jeszcze wcześniejsze Igry (nie mam pojęcia), ulubiona firma wszystkich Ślązaków, to jest KZK GOP, oddelegowała kierowcę, wraz z autobusem. Misja - przewożenie studentów z okolic miasteczka akademickiego na teren lotniska gliwickiego aeroklubu, gdzie odbywały się juwenalia.
Problem w tym, drodzy moi, że geniusze logistyki z wcześniej wymienionej firmy uznały, że idealnym przystankiem początkowym dla autobusu linii IGRY, będzie przystanek Gliwice Kopalnia I, który znajduje się nie w centrum, nawet nie w okolicy akademików, ale w miejscu graniczącym z zadupiem.
Jednak jak mówi staropolskie przysłowie, "darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda". Autobus jest, to i dobrze. Przejść się na przystanek można, bo mimo wszystko bliżej, niż na lotnisko. O, przepraszam, pomyłka. Linia jest. Gdy przyszedłem z moją towarzyszką w piątek na przystanek, autobusu nikt od godziny nie widział. Przeczekaliśmy dwa zaplanowane kursy i zdecydowaliśmy się na spacer.
Mieliśmy odrobinę więcej szczęścia później, gdy wracaliśmy na chwilę do Centrum Dowodzenia, ażeby posilić się i odpocząć. Tutaj spotkała nas niespodzianka - pan kierowca pojechał zupełnie inną trasą i wysadził nas na przystanku, obok którego normalnie nawet nie przejeżdża. Nasz zysk, mieliśmy bliżej. Miło nam nawet było, że trasę zmieniono.
Gdy jednak postanowiliśmy kontynuować igrową zabawę i poszliśmy na przystanek, na którym nas wysadzono, okazało się, że szanowny pan kierowca jeździ znów wcześniej zaplanowaną trasą i za nic ma nasze machanie rękami i błagalny wzrok, za co poczęstowany został Międzynarodowym Znakiem Jedności i Braterstwa. W końcu należy mu się nasza wdzięczność za ten nieplanowany, nocny spacer.
Po tym przydługim, w zasadzie, wstępie, chciałbym zadać pytań parę - czy to jest cholera jasna normalne, że kierowca robi sobie, co chce? Jeździ, kiedy mu się podoba i gdzie mu się podoba? Czy podobne sytuacje zdarzały się na innych śląskich juwenaliach? Co z przewoźnikami z innych części kraju?
Ja wiem, usługa za darmo, wiele wymagać nie można. Sam zawsze ludziom to powtarzam. Mimo to, do kurew nędz niezliczonych, jak już się podjęli, to mieli się rozkładu jazdy trzymać.
Taa, studenciki. Juwenalia. Szczajmy na nich, niech piechotą łażą.