Kontrabas
Wbrew pozorom wpis nie o instrumencie, a o pewnym lokalu.
Gliwicki Kontrabas mieści się w okolicy rynku, w jednej z odchodzących od niego uliczek. W piwnicy się mieści, co ma spory wpływ na jego atmosferę. Podchodzimy od rynku właśnie, już na ulicy słyszymy głośną muzykę. Otwieramy drzwi, schodzimy po schodach w dół, witamy się z obsługą (wstęp: panowie 5 PLN, panie za darmo), rozglądamy po miejscu akcji...
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak miejsc siedzących, a do tego deficyt stojących. Lokal, jeśli patrzeć na jego powierzchnię, jest raczej kameralny, a mimo to oblegany. Na pewno wpływ na to ma jego klimat - gołe ściany, eliptyczne sklepienia, wygodne, czerwone fotele i równie wygodne, czarne stołki barowe.
Po ataku na wzrok, lokal napiera na węch - smród tytoniu jest wszędzie. Żeby wytrzymać, trzeba mieć naprawdę sporą odporność na jego zapach. Na szczęście nikt w naszej paczce wyjątkowo wrażliwy nie jest. Mimo to powinni zainwestować w lepszą wentylację...
Przechodzimy na dancefloor, którego rozmiary są proporcjonalne do lokalu - jest po prostu mały. Pozytywnie zaskakuje ilość tańczących osób. Praktycznie w każdym odwiedzonym przeze mnie klubie do godziny dwudziestej trzeciej parkiet świeci pustkami, a tutaj chwilami z trudem można się poruszać. Niestety, tak oto plus staje się minusem - tłumy radują, ciasnota straszliwie przeszkadza. Gdyby tylko miejsca było więcej...
Muzyka... Muzyka! Nie jestem miłośnikiem tego, co wczoraj w Kontrabasie można było usłyszeć, ale nie mam zamiaru narzekać - tak zwana "czarna muzyka" do zabawy świetnie się nadaje i mimo tego, że w minionym tygodniu sypiałem po trzy godziny na dobę i w zasadzie miałem odpoczywać, bawiłem się jak nigdy. Niestety, od pewnego momentu DJ zaczął puszczać utwory na życzenie, co skończyło się zalewem marnej elektroniki rodem z radia Planeta FM, puszczanej praktycznie w każdym klubie w okolicy. Na szczęście nasz pobyt miał się już ku końcowi.
Summa summarum - Kontrabas to lokal co najmniej interesujący, o specyficznej atmosferze i względnych cenach, w którym można trafić na dobrą muzykę. Niestety, łatwo trafić na tłumy i brak miejsc siedzących. Mimo to mogę spokojnie polecić. Odwiedzać koniecznie z dobrym towarzystwem.
Tego tekstu nie pisał typowy sobotnionocny imprezowicz, a zwykły, szary słuchacz dziwnej muzyki gitarowej, o równie dziwnym guście. Nie pociągać do odpowiedzialności za cokolwiek.
Bluzgać w komentarzach.


o, gliwice, przy rynku? trzeba sie bedzie wybrac kiedys ;]