Theme Hospital
"Nowe gry nie mają duszy" - powiedz to głośno i zacznij szukać starszych produkcji. Dlaczego? Ano dlatego, że duża liczba (tak zwanych) starych gier daje więcej przyjemności z grania, niż nowe dzieła.
Niecały tydzień temu szukałem czegoś, co na chwilę odwróci moją uwagę od sesji egzaminacyjnej i dostarczy trochę rozrywki. Ciężkie procesy myślowe zaowocowały przypomnieniem sobie o Theme Hospital, w którego swego czasu zagrywałem się nocami. W chwili wydania TH nie miałem jeszcze komputera, więc mówiąc o "swym czasie", mam na myśli okolice roku 2004 i któreś wyjątkowo nudne wakacje.
Informacja dla niepoinformowanych: Theme Hospital to strategia ekonomiczna z 1997 roku, w której gracz ma za zadanie zbudować i zarządzać szpitalem. Jak większość gier Bullfrog Productions, zawiera ogromny ładunek humoru, głównie w postaci przedziwnych schorzeń pacjentów i urządzeń do ich leczenia.
Swoją drogą - żal za gardło bierze, gdy widzi się młodych "graczy", nie znających klasyki. Nieznajomość TH jeszcze zrozumiem, ale od groma dzieciaków nigdy nie słyszało/nie grało w Homeworld, serie Caesar/Faraon/Zeus, Fallout i im podobne.
Chwila poszukiwań, szybka instalacja, uruchomienie. Intro i menu główne wprowadzają w atmosferę gry - lekko absurdalny humor, odrobina przesady, wszystko kręci się wokół pacjenta... pieniędzy. Grafika i dźwięk nie są wyjątkowo piękne, ani też straszne. Są odpowiednie - komiksowe postaci, sprzęt, lekko przesadzone odgłosy - wszystko to poprawnie spełnia swoje zadanie.
Dobrze... Wszystko wczytane, animacje obejrzane. Czas zacząć zabawę.
Początek każdego poziomu jest praktycznie taki sam - dostajesz pusty budynek, wachlarz pomieszczeń diagnostycznych i zabiegowych, potencjalnych pracowników, o kwalifikacjach na różnym poziomie oraz całkiem pokaźną ilość gotówki, której musisz użyć, by z pustego budynku zrobić wzorowy szpital i spełnić narzucone przez Ministerstwo Zdrowia wymogi. No, to do roboty!
Recepcja stoi, lekarze mają gdzie pracować, ubikacje gotowe, pokój pracowniczy także. Nadchodzą też pierwsi pacjenci i zaczyna się prawdziwa zabawa. Diagnoza u jednego lekarza, potem u następnego, ewentualny dłuższy pobyt na oddziale pod okiem pielęgniarki, znów lekarz i leczymy. Pacjentom dolegać może praktycznie wszystko - od Syndromu Osobowości Telewizyjnych, przez nadliczbowe żebra, po częściową lub całkowitą niewidzialność. Wraz z nowymi wykrytymi przypadłościami, szpital potrzebuje kolejnych pomieszczeń, w których można im zaradzić. Taka to samonapędzająca się maszyna: budujesz szpital - przychodzą pacjenci, więc musisz rozbudować szpital, przez co więcej pacjentów przychodzi i tak dalej.
Mim o to gra nie jest monotonna. Każdy poziom oferuje nowe "atrakcje" - bardziej wymagające choroby, epidemie, nagłe wypadki, katastrofy... Jeśli jednak zacznie Ci się nudzić - nie ma problemu, możesz wyłączyć, usunąć, znaleźć coś więcej. Theme Hospital nie wywołuje jakiegoś przymusu grania - dojścia do następnego poziomu, dokonania jakiegoś odkrycia - po prostu dostarcza kilkunastu godzin dobrej zabawy.
Na koniec krótka rada - przy planowaniu rozkładu pomieszczeń, pod uwagę należy też wziąć ścieżki, którymi poruszać się będą pracownicy i pacjenci. Im mniej czasu od przekroczenia przez pacjenta progu szpitala do jego wyleczenia, tym lepiej.


Ha! Normalnie jakbym ja to pisał. Parę dni temu ściągnąłem TH i zabawa jest rewelacyjna! Ta gra jest wspaniała. Jak byłem młodszy, to była dla mnie za trudna, ale teraz jakoś idzie i jest świetnie.
Również uważam, że nowe gry nie mają tego, co mają stare -- grywalności. Dzisiaj za duży nacisk kładzie sie na realizm, czyli bajer grafika i dźwięki. O nie nie. Nie tędy droga -- gry nie mogą aż tak imitować życia, niech zostawią sobie to coś bajkowego, co nie pozwala się od nich oderwać. Wolę słabszą grafikę, np. rysunkową, ale za to z dużą grywalnością. TH właśnie takie jest. (No i ta grafika wcale nie jest taka zła, btw).
Fajnie, że ktoś jeszcze pamięta o TH. Pozdrawiam.