14 lutego, rant mode on

wpis dodany o godzinie 23:00, 14 lutego 2008
poziom: 0, kategorie: rant
4 komentarze, trackback

Walentynki, święto kochanków, dzień chorych na padaczkę. Zaprawdę, powiadam: coś pewnie jest w tym, że Walenty jest patronem zarówno zakochanych, jak i epileptyków. Ciekawe, kto patronuje przeciwnikom?

Nie ruszyłem dziś tyłka z domu, więc nie widziałem Wszechobecnej Komercji, Narzucającej Się Słodkiej Estetyki i Tysięcy Serduszek. Siedziałem za to dość długo przed moim własnym pożeraczem czasu i jeśli jeszcze raz zobaczę jakieś narzekania na Walentynki - zrobię coś sobie, bądź narzekającemu, albo jedno i drugie. O ile ataku Złego, Zachodniego, Komercyjnego Święta nie zauważyłem, to co chwila rzuca ktoś we mnie kontrpropagandą.

Drogie dziecko, drogi dorosły - jeśli piszesz, że dziś "walisz tynki", to nie dajesz do zrozumienia, że spływa po tobie czternasty lutego jak po kaczce, a pokazujesz, że szlag Cię trafia, bo kartki z serduszkiem listonosz nie przyniósł, a jak przyniósł, to nie od tego Walentego, od którego miał.

Jeśli piszesz o bandzie idiotów tulących się do siebie po parkach, to tak na prawdę piszesz o kontrbandzie ślepych, którym się akurat dziś oczy otworzyły i szlag trafia, bo tak na prawdę pozamienialiby się z "idiotami" miejscami. Zakochani w parkach są zawsze, chyba, że zimno.

Widzisz wszędzie tłumy w miejscach publicznych i myślisz - "Walentynki, jego mać! Powyłazili, zakochani!"? Źle! Tłumy są zawsze, po prostu dziś Cię to wszystko w oczy kole.

Apeluję - przestańcie udowadniać wszystkim własną żałosność! Dziób w ciup i brać się za coś produktywnego! Nie narzekać! Nie narzekać, nie w moim internecie! Narzekanie nic nie daj... O cholera.


Theme Hospital

wpis dodany o godzinie 13:44, 13 lutego 2008
poziom: 0, kategorie: gry
14 komentarzy, trackback

"Nowe gry nie mają duszy" - powiedz to głośno i zacznij szukać starszych produkcji. Dlaczego? Ano dlatego, że duża liczba (tak zwanych) starych gier daje więcej przyjemności z grania, niż nowe dzieła.

Niecały tydzień temu szukałem czegoś, co na chwilę odwróci moją uwagę od sesji egzaminacyjnej i dostarczy trochę rozrywki. Ciężkie procesy myślowe zaowocowały przypomnieniem sobie o Theme Hospital, w którego swego czasu zagrywałem się nocami. W chwili wydania TH nie miałem jeszcze komputera, więc mówiąc o "swym czasie", mam na myśli okolice roku 2004 i któreś wyjątkowo nudne wakacje.

Informacja dla niepoinformowanych: Theme Hospital to strategia ekonomiczna z 1997 roku, w której gracz ma za zadanie zbudować i zarządzać szpitalem. Jak większość gier Bullfrog Productions, zawiera ogromny ładunek humoru, głównie w postaci przedziwnych schorzeń pacjentów i urządzeń do ich leczenia.

Swoją drogą - żal za gardło bierze, gdy widzi się młodych "graczy", nie znających klasyki. Nieznajomość TH jeszcze zrozumiem, ale od groma dzieciaków nigdy nie słyszało/nie grało w Homeworld, serie Caesar/Faraon/Zeus, Fallout i im podobne.

Chwila poszukiwań, szybka instalacja, uruchomienie. Intro i menu główne wprowadzają w atmosferę gry - lekko absurdalny humor, odrobina przesady, wszystko kręci się wokół pacjenta... pieniędzy. Grafika i dźwięk nie są wyjątkowo piękne, ani też straszne. Są odpowiednie - komiksowe postaci, sprzęt, lekko przesadzone odgłosy - wszystko to poprawnie spełnia swoje zadanie.
Dobrze... Wszystko wczytane, animacje obejrzane. Czas zacząć zabawę.

Początek każdego poziomu jest praktycznie taki sam - dostajesz pusty budynek, wachlarz pomieszczeń diagnostycznych i zabiegowych, potencjalnych pracowników, o kwalifikacjach na różnym poziomie oraz całkiem pokaźną ilość gotówki, której musisz użyć, by z pustego budynku zrobić wzorowy szpital i spełnić narzucone przez Ministerstwo Zdrowia wymogi. No, to do roboty!

Recepcja stoi, lekarze mają gdzie pracować, ubikacje gotowe, pokój pracowniczy także. Nadchodzą też pierwsi pacjenci i zaczyna się prawdziwa zabawa. Diagnoza u jednego lekarza, potem u następnego, ewentualny dłuższy pobyt na oddziale pod okiem pielęgniarki, znów lekarz i leczymy. Pacjentom dolegać może praktycznie wszystko - od Syndromu Osobowości Telewizyjnych, przez nadliczbowe żebra, po częściową lub całkowitą niewidzialność. Wraz z nowymi wykrytymi przypadłościami, szpital potrzebuje kolejnych pomieszczeń, w których można im zaradzić. Taka to samonapędzająca się maszyna: budujesz szpital - przychodzą pacjenci, więc musisz rozbudować szpital, przez co więcej pacjentów przychodzi i tak dalej.

Mim o to gra nie jest monotonna. Każdy poziom oferuje nowe "atrakcje" - bardziej wymagające choroby, epidemie, nagłe wypadki, katastrofy... Jeśli jednak zacznie Ci się nudzić - nie ma problemu, możesz wyłączyć, usunąć, znaleźć coś więcej. Theme Hospital nie wywołuje jakiegoś przymusu grania - dojścia do następnego poziomu, dokonania jakiegoś odkrycia - po prostu dostarcza kilkunastu godzin dobrej zabawy.

Na koniec krótka rada - przy planowaniu rozkładu pomieszczeń, pod uwagę należy też wziąć ścieżki, którymi poruszać się będą pracownicy i pacjenci. Im mniej czasu od przekroczenia przez pacjenta progu szpitala do jego wyleczenia, tym lepiej.