Palmiarnia
poziom: 0, kategorie: miejsca
2 komentarze, trackback
Wchodzę, to moja pierwsza wizyta w tym przybytku flory egzotycznej. Większość dzieci z okolicy miała okazję przejść się po gliwickiej Palmiarni Miejskiej w ramach szkolnych wycieczek, ale ja, niestety, ze swoją szkołą pojechać nie mogłem. Choroba zaatakowała.
A zatem wchodzę. Razem ze mną dwie piękne towarzyszki, po raz wtóry w palmiarni. Po prawej mała kasa biletowa, na prawo kilka ławek i przeraźliwie kiczowate, dmuchane sanie Świętego Mikołaja, na lewo w dół szatnia, w górę - kawiarnia. Na ścianach wiszą całkiem interesujące zdjęcia wraz z opisami, z National Geographic bodajże. Robią całkiem dobre wrażenie. Towarzyszą nam całą drogę - w każdym pomieszczeniu mała wystawa.
Kupujemy bilety i wchodzimy do pierwszego pomieszczenia. Tabliczka informuje - Rośliny Użytkowe, a za drzwiami... Bez niespodzianek, rośliny użytkowe. Przechodzę się chodnikami, dokładnie przyglądam. Kawa, pieprz, im podobne. Na dłuższą metę nic, co miałoby sprawić, że przyszedłbym tu ponownie.
Przechodzimy dalej - Rośliny Tropikalne. Uwagę jako pierwsza zwraca wysoka temperatura i całkiem spora wilgotność powietrza, ułamek sekundy później - palmy. Palmy! Niby to żadna niespodzianka, w końcu jestem w palmiarni, ale... Palmy! Wysokie, rozłożyste, niskie, z liściami podłużnymi, rozczapierzonymi, o pniach cienkich, grubych... Palmy! Każda po kolei przykuwa wzrok, gdy idę krętą ścieżką, zgodnie z wyznaczoną trasą. Palmy...
Palmy palmami, ale czas zobaczyć, co w następnym pawilonie czeka. Wchodzimy... A tam palmy. Paaal-my. Palmy i inne rośliny. Największe, najokazalsze, najstarsze okazy w Palmiarni. Jeśli te w poprzednim pomieszczeniu były duże, to te są ogromne, a przynajmniej takie mi się wydają. Czuję się jak dziecko... Na chwilę siadamy, żeby odpocząć i podziwiać.
Ostatni pawilon, a w nim suche powietrze i niska temperatura - Sukulenty. Całkiem spora kolekcja kaktusów, aloesów i reszty rodzinki. Nie robią już takiego wrażenia, jak palmy (paaal-my), ale nadal jest na co spojrzeć. Jest ich od groma, każdy inny, zielone, szarawe, żywe, prawie wyschnięte, czerwone, grube, cienkie, wiotkie, twarde, niskie, wysokie... Mimo to nie zajmują nas zbyt długo. Idziemy przez kolejne pawilony, górą, w stronę kawiarni, podziwiając z trochę innej perspektywy to, co przed chwilą obejrzeliśmy z dołu. Wspaniałe. W kilku miejscach przystajemy, żeby lepiej przyjrzeć się. W najciekawszych miejscach cholerne zdjęcia zasłaniają widok.
Warto było. Naprawdę warto. Gdzie następnym razem? Szlakiem zabytków? Podziwiać cmentarze? Na piwo? Czas pokaże.


paaa-lmy haha, już wiem co ci kupię ;D
było super ;*