Po śniegu.
Szlag trafił piękną, zimową pogodę. Na zewnątrz tak paskudnie, że nie ma sensu robić zdjęć. Jeśli ktoś tu myśli, że potrzebuje porównania - myli się. Po co się dobijać?
Jeszcze parę dni i zacznie się grudzień. Jeśli przed świętami nie zacznie sypać... To co zrobię? Zabiję kogoś? Kogo niby? Jasna cholera, żeby to było takie proste... Żebym miał kogo obwiniać...
Pogoda jest dziwką, Matka Natura burdelmamą, a ja mam same drobne w kieszeni, że tak to ujmę.
EDIT:
Właśnie znowu zaczął padać śnieg, ale jest zbyt drobny i jest za ciepło, żeby wytrzymał dłużej. Paskudnie to wygląda.
Niestety, nie mam w żadnej, związanej z prostytucją metafory, która by to mogła zobrazować.


faktycznie nie dobijając cię teraz jest szaro i brudno :/ Jak to zawsze mi radzisz... "jesteś silny, dasz radę" ;P jakoś wytrzymasz najważniejsze żeby było biało w święta.